Facebook
... aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie:
to, co w niebiosach, i to, co na ziemi! (Ef 1,10)

piątek

października 2014

24
|

ŚMIERĆ KLINICZNA - Świadectwo

2
Aby zagłosować zaloguj się lub załóż konto.
fragment: http://grasone.blog.onet.pl/1,CT80962,index.html
Zdarzenie, które będę starał się opisać wydarzyło się 24 lipca 2002 roku i na początku uświadomienia sobie tego, co się stało nie przywiązywałem do niego zbyt dużej wagi, co w późniejszym czasie miało ogromny wpływ na moje dalsze życie. Nie dawno od niego skończyłem 14 lat, a dnia 17 lipca zostałem przyjęty na oddział neurochirurgii Instytutu Centrum Zdrowia Maki Polki w Łodzi z wznową miejscową procesu nowotworowego, która umiejscowiona była między III, a IV komorą mózgu, więc trzeba było ją, czym prędzej usunąć chirurgicznie, gdyż poważnie zagrażała mojemu życiu. Pragnę zauważyć, iż w 1992 roku, przeszedłem bardzo podobny zabieg, ale wtedy lekarze, którzy mnie operowali nie dysponowali takimi narzędziami i takim sprzętem, jak pod czas tej operacji, więc dla bezpieczeństwa mojego życia nie usunęli go doszczętnie, dlatego jakby uśpili nowotwór. Dodam, że o tym fakcie wiedziałem, ale wydawało mi się, że minęło już tyle czasu, że wznowa mieć miejsca nie powinna. Jednak zapomniałem o słowach lekarza, który operował mnie 10 lat temu i powiedział wtedy moim rodzicom, że „okres dojrzewanie, (w którym obecnie byłem), będzie miał kluczowy wpływ” – jakby wykrakał!

Było tak:
100… 99… 98… 97… 96… 95… 94… 93… 92… 91… 90… trzeba mu tyle narkozy podać, że słoń by już zasnął… 89… 88… 87… 86… 85… 84… 83… 82… 81… …50… wreszcie zasnąłem, ale jak się później okazało nie na długo.


Tak sobie dryfuję we śnie, jak żeglarz na pełnym morzu, otoczony wzburzonymi falami niczym te, które powstają w szklance herbaty, którą mieszamy łyżeczką. Po pewnym czasie, trafienia w ramiona Orfeusza, jestem przekonany, że się budzę – operacja zakończona sukcesem, wygraną ze śmiercią po raz kolejny – można już otwierać dobrze schłodzonego szampana, a zawartość butelki wlewać do ówcześnie przygotowanych kieliszków. Jednak nie… Otwieram oczy i czeka mnie nie lada zaskoczenie, bo wszystko, co znajdowało się w zasięgu mojego wzroku, przybrało nieco bardziej wyblakłe barwy, jak źle wyostrzony kadr w filmie. Wstałem, ale moje ciało z rozpłataną głową zostało w dole, jakbym oderwał się od niego z tym, że nie odczułem żadnego bólu. Grawitacja nagle przestała na mnie oddziaływać, więc bez problemu unosiłem się nad stołem operacyjnym, wszystkimi lekarzami, moją głową i lejącą się z niej krwią. Dodam, iż wtedy było mi strasznie zimno i chciałem się, jak najszybciej ogrzać - choć była połowa lipca, więc powinno mi analogicznie do tej pory roku, być w miarę ciepło. Tak rozglądając się po tym surrealistycznym świecie w jednym z górnych rogów sali operacyjnej zauważyłem oślepiające, ciepłe, pełne miłości światło, do którego za wszelką cenę chciałem się dostać i niczym dzielny poszukiwacz przygód, brnący przez amazońską dżunglę. Pamiętam, że było ono w kształcie gwiazdy z bliżej nieokreśloną liczbą promieni. Nagle usłyszałem głos, ale nie mogę określić, jaki, czy męski, czy żeński, alt, bas, tenor, itp., a także nie umiem określić skąd dochodził ów głos. Jednak poczułem, że ktoś lub coś daje mi wybór – mogłem wrócić do zimnego, zmasakrowanego ciała albo podążyć w kierunku światła. Zrozumiałem, że wtedy nie byłoby już odwrotu. Wybrałem pierwszą opcję i dalej sobie dryfowałem w kierunku, który wcześniej obrałem.


W 2008 roku trafiłem na Oazę Chorych i Niepełnosprawnych w Licheniu, organizowaną przez ks. Tomasza z parafii Najświętszej Mari Panny Królowej Polski, mieszczącej się w Koninie. Poza tym świadczy on posługę kapelana szpitalnego w tym samym mieście. Jechałem tam z pozytywnym nastawieniem, bo chciałem oderwać się, od codzienności, która czasami była nieznośna, co prawda, tylko na dwa tygodnie, ale dobre i to. Także wiedziałem, że poznam tam sporą liczbę nowych osób, co mnie niezmiernie cieszyło, bo uwielbiam rozmawiać, na każdy temat i jakoś nie boję się dialogu. To, co tam zobaczyłem wprawiło mnie w osłupienie! Warunki, jakie tam panowały, delikatnie rzecz ujmując były niekomfortowe, ale mimo to wszyscy byli radośni, uśmiechnięci i szczęśliwi z obecności drugiego człowieka. Ja jednak tego stanu rzeczy nie rozumiałem, bo byłem przyzwyczajony, do czego innego, ale prawdą jest, że na swój sposób kochałem drugą osobę i nie ważne, czy była zdrowa, chora, niepełnosprawna, starsza, etc..
Po naszych wczasów-rekolekcjach zrozumiałem pewne sprawy, których wcześniej nie było mi dane pojmować, ale duchowo cały czas walczyłem i wierzę, że walczę nadal. Moje podejście do spraw religijności ulegało także diametralnej zmianie. Zacząłem uczęszczać do kościoła, co prawda nie na msze, ale i tak był, to mój osobisty sukces, bo od czasu bierzmowania mnie tam nie było. Poza tym, jakże ważnym faktem, poznałem sporą liczbę osób, z którymi cały czas utrzymuje kontakt, bliższy lub dalszy.
Minął rok od wyjazdu i znowu przyszła okazja, żeby spotkać się w Licheniu. Bardzo się cieszyłem na spotkanie, ale wiadomo, że przyjechała nowa ekipa, ale osoby, z którymi się zaprzyjaźniłem były także.
Warunki, które tam panowały już mi w ogóle nie przeszkadzały, a od zeszłego roku nie uległy zmianie i nie przeszkadzają do dziś, bo cały czas uczęszczam na Oazę.
Wszyscy byli dalej uśmiechnięci, radośni, ale nie wiem, czemu nie czułem się wśród nich dobrze, moja dusza cierpiała, jakby jej czegoś brakowało. Ja starałem się z całych sił im dorównać, może nie dorównać, ale wytworzyć wokół siebie, tyle pozytywnej energii, co oni, ale teraz wiem, że czasami to mi nie wychodziło. Jednak wytrzymałem dwa tygodnie i po powrocie do miejsca zamieszkania zrozumiałem, że wszystko, co robiłem, miało sens, ale mogę przestać już to czynić i zająć się innymi rzeczami.
Właśnie od tamtego czasu zacząłem regularnie uczestniczyć w mszach świętych, przyjmować Eucharystię, brać udział w sakramencie pokuty i pojednania, a także w życiu wspólnoty parafialnej. Zmieniło się także moje nastawienie do samego siebie i myślę, że, nie muszę za wszelką cenę być taki sam, jak inni, więc jestem sobą w każdej sytuacji i nie przywdziewam już maski, na każdą sytuację inną.

Komentarz użytkownika

Foto_thumb
Michał napisał(a) translation missing: pl.datetime.distance_in_words.almost_x_years temu:

Moje świadectwo nawrócenia...

Komentarze (1)

Aby dodać komentarz musisz być zalogowanym użytkownikiem. Zaloguj się lub załóż konto.

Foto_thumb
Konrad napisał(a) translation missing: pl.datetime.distance_in_words.almost_x_years temu:

Niezwykłe..
żywe dowód Boga mamy na inGodzie :)